Nie chodzi o rezygnację z celów terapeutycznych. Chodzi o to, żeby zanim spróbujemy coś zmienić, spróbować to zrozumieć.
Bardzo mocno wybrzmiewa tu również myśl, że terapia nie powinna być kolejnym miejscem, w którym dziecko musi przede wszystkim spełniać oczekiwania dorosłych. Chciałabym, żeby było miejscem, w którym czuje się bezpieczne, widziane i słyszane.
O takim świecie terapeutycznym marzę. Nie tylko dla dzieci w spektrum. Dla wszystkich dzieci.
Cenię też to, że książka widzi nie tylko dziecko, ale całą rodzinę — także rodziców ze swoim zmęczeniem, frustracją i prawem do tego, żeby czasem nie mieć już zasobów.
Po lekturze zostało ze mną przede wszystkim jedno pytanie: Czy naprawdę widzę człowieka, który jest po drugiej stronie?
„Słyszę cię, Teodorze” poleciłabym rodzicom, terapeutom, psychologom, pedagogom i wszystkim osobom pracującym z dziećmi.